Dzisiejszy dzień byłby naprawdę udany, gdyby nie dwa fakty:
a) jest poniedziałek, 7.00 rano
b) mój brat dobija się do mojego pokoju.
Powoli wstałam, po czym udałam się do mojej garderoby. Po chwili wzięłam parę ciemnych jeansów oraz żółty podkoszulek z kapturem. Do tego założyłam parę niebieskich trampek. Włosy spięłam w kok. Otworzyłam drzwi widząc mojego ukochanego braciszka.
- Wstałaś, nareszcie- powiedział.
- Przestałeś pukać, nareszcie- odpyskowałam.
Ależ on jest denerwujący. Może i jest starszy, ale to nie znaczy, że nie potrafi odpyskować. Już przygotowywałam się na kolejną uwagę, w związku z moim wstawaniem, gdy usłyszałam:
- Zejdź na dół. Śniadanie gotowe.
To było dziwne. Nasi rodzice pojechali na wycieczkę i przez rok ma się nami zajmować ciocia D. Lubimy ją, ale ona pozwala Louis'emu na wszystko ( więc swoją drogą co rodzice powiedzą na to, że mamy kota). Po chwili dotarło do mnie, co powiedział. Wzięłam mój niebieski plecak i spakowałam się, myśląc o czekających mnie 7 lekcjach.
-Dobry, ciociu D- przywitałam się.
-Cześć- odpowiedziała mi.
Tak jak powiedział Lou, śniadanie było gotowe. Zazwyczaj sami robiliśmy sobie śniadanie. Tak, pomyślałam, to było co najmniej dziwne. Ciocia usiadła z nami.
- Mam dla was złą wiadomość- zaczęła- wasi rodzice zostaną dodatkowo pół roku w podróży, więc dopiero za rok ich zobaczycie- powiedziała.
Z Lou popatrzyliśmy na siebie i udałyśmy, że nam smutno.
- Ciociu- zaczęłam niepewnie- mogę zaprosić Claudię i Aćkę, na noc, jutro?-spytałam.
-Oczywiście, że tak- powiedziała- a ty, Lou, możę pójdziesz na noc do jakiegoś kolegi?
-Z wielką chęcią… Czyli idę na impre-powiedział Lou- nothing to do here...
-Tsaaa-ciocia zakończyła rozmowę.
-***- NASTĘPNY DZIEŃ
Wchodząc do szkoły wpadłam na jakiegoś chłopaka. Był średniego wzrostu(ok.175 cm), miał czekoladowe oczy, jasnobrązowe włosy postawione na żel, a ubrany był w ciemne, luźne jeansy i kolorowy T-shirt z nadrukiem. Na to miał nałożoną czarną, skórzaną kurtkę.
- Sorry, nie zauważyłem Cię- powiedział i pomógł mi wstać. Zauważyłam kątem oka, że się nam przygląda- a raczej nieznajomemu- szkolny plastik. W sumie nie wiem czemu mnie to obchodziło.
- Spoko- odpowiedziałam, po czym ruszyłam przed siebie.
Oczywiście z moim szczęściem zaraz podszedł do mnie plastik.
- Nie zarywaj do niego, to mój chłopak- zaczęła tym irytującym głosem, lecz jej przerwałam.
- Po pierwsze: on dopiero dzisiaj przyszedł do naszej szkoły, więc nie udawaj, a po drugie: odwal się ode mnie- zdenerwowana odeszłam napotykając rozbawiony wzrok nieznajomego.
- A ciebei co tak śmieszy?- spytałam “lekko” zdenerwowana.
- To jak jej nagadałaś. Już pierwszy dzień w szkole, a już jej nienawidzę- zaśmiał się, a ja już wiedziałam, że mam w nim sprzymieżeńca.
Poszłam na lekcje. Dzisiaj pierwszy miałam angielski i siedziałam sama, bo Aćka i Klaudia siedziały razem. Razem z nauczycielką do klasy wszedł brunet, na którego dziasiaj wpadłam.
- To jest Justin- przedstawiała go nauczycielka- od dzisiaj będzie z wami chodził do klasy… Usiądziesz z…- zamyśliła się, ale jako, że jedyna siedziałam nie miała wyboru, więc dokończyła- Parvati.
Nieznajomy szedł w kierunku mojej ławki z bananem na ryju, gdy nagle…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz