... zahaczył nogą o jakiś plecak i upadł tuż przede mną. Mimo chichotów w klasie podniósł się dumnie i usiadł koło mnie. Napisałam na kawałku karteczki:"wiem, że jestem zniewalająca, ale nie musiałeś padać na kolana przede mną". Gdy popatrzył na karteczkę na jego twarzy znów zagośćił uśmiech, po czym odpisał:" Mogłabyś na przerwie oprowadzić po szkole, jak widziałaś nie za bardzo radzę se z chodzeniem". Zachichotałam, na co nauczycielka popatrzyła na mnie złowrogo.
- Panno Jones, co cię tak śmieszy?- spytała.
- Sytuacja ze wczoraj. Chce pani posłuchać?- nauczycielka zachęciła mnie kiwając głową- wczoraj, byłam z moją kuzynką na zakupach. Jej mama kazała nam kupić 9 rzeczy, a my miałyśmy tylko 8. Nie mogłyśmy sobie przypomnieć co to była za rzecz, więc zrezygnowane poszłyśmy do kolejki. Za nami stanął jakiś znajomy mojej kuzynki i powiedział:"Cześć". Martyna się na niego popatrzyła i na cały sklep się wydarła:"Już wiem! Mamy jeszcze kupić pasztet!".
Cała klasa wybuchła śmiechem, nawet nauczycielka.
- Dobrze, siadaj- powiedziała przez śmiech.
-Seryjnie???- spytała zdziwiony Jus.
-Nie, żartuję sobie- odpowiedziałam sarkastycznie. Nareszcie zadzwonił upragniony dzwonek, a ja wybiegłam jak oparzona z klasy.Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię.
-Miałaś mnie oprowadzić- powiedziała Justin.
-Tak. więc zaczynamy od...
-STOŁÓWKI!!!- krzyknął na cały korytarz.
- A tak w ogóle jestem Parvati-uśmiechnęłam się.
- A ja Justin...
- Chciałeś iść do stołówki, więc chodźmy.
Szliśmy w niezręcznej ciszy , nikt się nie odzywał.
- No, więc to jest stołówka.
- A ty co tu robisz?-usłyszałam piskliwy głos Sandry...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz